Kiedy alkohol staje się problemem

O tym, jak rozpoznać pierwsze sygnały uzależnienia i w porę sięgnąć po pomoc, opowiada psychoterapeutka Anna Bus

Katarzyna Kowalska: Początek uzależnienia to czas, kiedy można jeszcze uniknąć jego poważnych konsekwencji. Tylko jak zauważyć, że używanie alkoholu lub innej substancji staje się dla nas niebezpieczne i warto byłoby zwrócić się po pomoc?

Anna Bus: Uchwycenie tego momentu bywa trudne. Są osoby, które kontaktują się z terapeutą, bo dostrzegają, że dzieje się coś niepokojącego, ale bardzo często dostrzegają to dlatego, że doświadczają przykrych konsekwencji lub w jakiejś formie otrzymują takie informacje od otoczenia. Problem z nadużywaniem substancji często zauważa ktoś z rodziny, znajomi, przyjaciele, pracodawca. W gabinecie spotykam się z tym, że osoby, które nadużywają, trafiają do specjalisty trochę sprowokowane takimi sygnałami od innych, bo na przykład chcą dopytać, sprawdzić, czy sposób, w jaki używają substancji, to już problem czy nie. W przypadku uzależnień człowiek najczęściej nie jest świadomy roli, jaką zaczyna w jego życiu odgrywać używana substancja, tego, że ta substancja pełni jakieś ważne funkcje. Osoba, która nadużywa, często racjonalizuje swoje używanie.

KK: Powiedzmy więc, na jakie sygnały sami możemy zwrócić uwagę.

AB: Warto wziąć pod uwagę ilość spożywanego alkoholu w tygodniu, ale także zauważyć, w jaki sposób, w jakich sytuacjach i po co dana osoba sięga po alkohol. W kwestii ilości punktem odniesienia mogą być normy Światowej Organizacji Zdrowia. Trzeba jednak pamiętać, że wszelkie normy wyznaczają raczej niskie ryzyko szkód niż ich brak, bo czegoś takiego, jak całkowicie bezpieczna dawka alkoholu, po prostu nie ma.

KK: Kiedy wchodzimy w uzależnienie, zwiększa się ilość wypijanego alkoholu i częstotliwość picia, ale także to, jak pijemy?

AB: Tak, ważne jest tu uchwycenie zmian. Jeżeli wcześniej spożywaliśmy alkohol rzadko i raczej okazjonalnie, w małej ilości, a teraz sięgamy po substancję kilka razy w tygodniu, to jest to duża zmiana i warto się jej przyjrzeć. Oczywiście osoba z problemem alkoholowym często racjonalizuje swoje picie. Mogą pojawiać się różne tłumaczenia, zainteresowanie mniej popularnymi alkoholami, czasem uzasadnienie, na przykład, że to dobre jakościowo piwo, zdrowe na nerki, dobre na upały itp. Osoba, wchodząc w uzależnienie, może zacząć pić nie tylko podczas spotkań, ale również w samotności. Niekiedy ma potrzebę nadrabiania, na przykład jeśli spotyka się z ludźmi i nie może z jakiegoś powodu sięgnąć po alkohol, to po powrocie do domu odczuwa potrzebę, żeby to nadrobić. Może pojawiać się ukrywanie substancji i używanie jej w tajemnicy przed bliskimi. Samo ukrywanie picia powinno skłonić nas do myślenia. Fakt, że mamy potrzebę zatajenia tego, że kupujemy i spożywamy alkohol, może być sygnałem ostrzegawczym. Kolejnym ważnym sygnałem jest tak zwane klinowanie, czyli sięgnięcie po kolejną porcję alkoholu, aby w ten sposób poradzić sobie ze skutkami jego nadużywania poprzedniego dnia. Ponadto alkohol przestaje być elementem spotkań, a zaczyna być ich celem, czyli spotykamy się po to, żeby się napić.

KK: Ale to częsta sytuacja, kiedy ludzie umawiają się „na wino”.

AB: Tak, ludzie umawiają się na wino, ale pytanie brzmi, w jakim stopniu spotykają się wyłącznie w celu napicia się. W towarzystwie, w którym głównie się pije, ludzie raczej nie spotykają się, jeżeli nie ma alkoholu. Jeśli nie istnieje relacja między ludźmi, to nie mają oni o czym rozmawiać, kiedy nie ma substancji.

KK: To ważna różnica. Rzeczywiście, w wielu przypadkach powiedzenie „spotkajmy się na wino” to raczej pretekst, a w istocie chodzi o to, żeby spędzić ze sobą czas.

AB: Niestety, tutaj granica nie jest wyraźna, ale warto zadać sobie pytanie, czy gdyby spotkaniu nie towarzyszyło wino, nadal mielibyśmy ochotę wziąć w nim udział. Czasem może być trudno określić, kiedy jeszcze spotykamy się, by miło spędzić czas, i przy okazji wypijamy lampkę czy dwie wina, a kiedy zaczynamy spotykać się na wino po to, żeby się zresetować, zapomnieć o trudnościach, odciąć się od rzeczywistości. I wtedy alkohol zaczyna pełnić dodatkową funkcję, nie jest tylko dodatkiem do spotkania, ale jest zamiast czegoś – na przykład zamiast odpoczynku.

KK: I jako sposób na radzenie sobie z emocjami.

AB: Jak najbardziej tak. Mechanizm uzależnienia polega również na tym, że alkohol czy inna substancja staje się sposobem radzenia sobie z emocjami. Zarówno z tymi trudnymi, jak i pozytywnymi – z tym, że coś się udało, osiągnęliśmy sukces, coś domknęliśmy. Alkohol bywa też używany w celu regulowania snu, radzenia sobie z trudnościami w relacjach, czasem także w celu radzenia sobie z depresją.

KK: Nie ma chyba co ukrywać, że do pewnego stopnia to działa i rzeczywiście człowiek może po alkoholu poczuć się lepiej.

AB: Na chwilę pewnie w jakiś sposób czuje się lepiej, a przynajmniej nie widzi problemów, które są dookoła, w tym tego narastającego, który dopiero się tworzy, kiedy zastępujemy sobie odpoczynek, regulujemy emocje lub sen za pomocą alkoholu albo innych substancji.

KK: Czyli poza tym, ile i jak używamy, ważne jest dostrzeżenie tych nowych funkcji, jakie substancja zaczyna pełnić w naszym życiu.

AB: Tak, jeżeli przychodzę z pracy i dla rozluźnienia nalewam sobie drinka, to powinien być sygnał, że coś się dzieje. Mogę rzeczywiście potrzebować rozluźnienia, ale w momencie, kiedy zaczynam w tym celu włączać alkohol do swojego codziennego funkcjonowania, warto się zatrzymać i poszukać innego sposobu na relaks.

KK: Takiemu sięganiu po drinka często towarzyszą racjonalizacje i zapewnienia, że osoba w każdej chwili może przestać, a nawet próby udowodnienia tego.

AB: Tak, i na to także warto zwrócić uwagę. Potrzeba robienia takich eksperymentów, udowadniania czegoś sobie i innym, powinna nas zaniepokoić. W przypadku uzależnień zdarza się, że osoba uzależniona podejmuje skryte próby odstawienia substancji, nie mówiąc o tym nikomu. Sprawdza, czy może przestać, i to się na jakiś czas udaje – lub nie. Jeśli się nie udaje, to pojawiają się niekiedy racjonalizacje typu „miałem ciężki dzień”. Fakt, że podejmujemy takie próby przestania, zwłaszcza jeśli kończą się one niepowodzeniem, sięgnięciem po substancję, powinien być impulsem, że warto przedsięwziąć jakieś konkretne działania.

KK: Kolejnym sygnałem będą rzeczy, które zaczynają się w życiu psuć z powodu coraz większej roli, jaką odgrywa alkohol.

AB: Tak, to następuje, kiedy idziemy dalej ścieżką ryzykownego czy szkodliwego używania. Wtedy pojawiają się takie zachowania, jak prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, nieprzychodzenie do pracy, spóźnienia, zaniedbywanie obowiązków, zaniedbywanie ważnych wcześniej spraw, rezygnacja z hobby. To są mocne sygnały, że dzieje się coś niepokojącego.

KK: Jak na takie sygnały reaguje otoczenie?

AB: Zależy od otoczenia, ale na przykład pojawiają się kłótnie w domu, bliscy zaczynają reagować. Bywa tak, że rodzina, która wcześniej nie zwracała wielkiej uwagi na to, że ktoś robi sobie drinka, teraz zaczyna reagować irytacją. Przy czym ten komunikat często nie jest wyrażany wprost, mogą występować sprzeczne sygnały. Na przykład rodzina z jednej strony reaguje rozdrażnieniem, że osoba sięga po alkohol, nie uczestniczy w obowiązkach, nie ogarnia rzeczywistości. Ale kiedy osoba uzależniona stara się przestać, bywa nagradzana alkoholem. Rodzina próbuje kontrolować ilość i sposób używania. Czasem ludzie po prostu nie wiedzą, jak powiedzieć o problemie.

KK: Powiedzenie „masz problem” wydaje się prostą drogą do kłótni.

AB: Zależy, kto to powie. Spotykam się niekiedy z tym, że osoby, które słyszą „masz problem” od przyjaciół, rzeczywiście zaczynają się zastanawiać, czy piją nadmiernie. Trzeba zaznaczyć, że większa szansa na taką reakcję jest na etapie początkowym, a nie w sytuacji głębokiego uzależnienia, gdy uzależniony zaprzecza już wszystkim sygnałom. Oczywiście taka informacja może najpierw wywołać złość, co jest normalną reakcją. Kiedy ktoś mówi nam coś, co jest dla nas trudne, niewygodne, czasem reagujemy obroną i złością. Zdarza się jednak, że komunikat zostaje przyjęty, szczególnie gdy pochodzi nie tylko od rodziny, ale jest potwierdzony przez osoby z dalszego otoczenia. W uzależnieniach często jest tak, że nawet jeśli członkowie rodziny widzą problem i powstają na tym tle konflikty, to dbają, żeby problem nie wychodził na zewnątrz. Dalsze otoczenie: przyjaciele, współpracownicy, czasem dowiadują się później, a czasem nie chcą poruszać tematu, który rodzina ukrywa, więc udają, że go nie widzą. Ludzie obawiają się przekazywać nieprzyjemne informacje. Powiedzenie i z drugiej strony usłyszenie tego „myślę, że masz problem”, może być pierwszym sygnałem i krokiem w kierunku zmiany. Choć rzeczywiście „problem” może brzmieć trochę strasznie. Pewnie lepszym sposobem będzie po prostu nazwanie tego, co się dzieje. Odniesienie się do faktów, do tego, co widzimy.

KK: W takim razie co powiedzieć bliskiej osobie, która wraca z pracy i coraz częściej sięga po alkohol, ale kiedy partnerka czy partner próbuje zwrócić jej uwagę, odpowiada, że jej wolno, bo ma dużo stresu i przecież nic takiego się nie dzieje?

AB: Przede wszystkim warto nie dać się w to wciągnąć – w przenośni i dosłownie. W przenośni, bo bywa tak, że osoby współuzależnione podtrzymują uzależnienie przez tłumaczenie osoby pijącej, usprawiedliwianie jej, załatwianie za nią spraw. A dosłownie, bo osoby współuzależnione, próbując kontrolować picie drugiej osoby, też sięgają po alkohol, żeby ta osoba piła w „warunkach kontrolowanych” i wypiła mniej.

KK: Czyli najpierw zwrócić uwagę na sygnały współuzależnienia u siebie?

AB: Współuzależnienie to specyficzna relacja osoby uzależnionej i współuzależnionej. Ta pierwsza jest uzależniona od alkoholu, ta druga – od tego, w jaki sposób funkcjonuje jej uzależniony partner. Skupienie uwagi na drugiej osobie, kontrolowanie jej, zastanawianie się, czy pije czy nie pije, czy wróci trzeźwa czy pod wpływem, czy będzie w domu kłótnia czy nie, to też pewien sposób funkcjonowania i regulowania własnych emocji. Jego podłożem bywa wychowanie się w rodzinie z problemem alkoholowym, wtedy to wydaje się znajome. Może nawet być trudno żyć bez tego, więc kiedy osoba uzależniona próbuje odstawić alkohol, czasem napięcie rośnie. Druga strona tej relacji doświadcza napięcia, czeka na moment, w którym nastąpi powrót, osoba przyjdzie pod wpływem i sytuacja się powtórzy. Jeżeli powtarza się ileś razy, to osoba współuzależniona się przyzwyczaja, że tak już będzie. I paradoksalnie, kiedy sytuacja rzeczywiście się powtarza, osoba ta odczuwa ulgę i może odetchnąć.

KK: Czyli istotna jest obserwacja tego, jak my to czyjeś uzależnienie przeżywamy.

AB: I na czym skupiamy uwagę, czy na sobie i na swoich potrzebach, emocjach, obowiązkach, czy na partnerze, jego problemach i jego funkcjonowaniu.

KK: Mówienie o faktach może być w takim układzie trudne.

AB: Bywa skomplikowane, zwłaszcza kiedy uzależnieniu towarzyszy inna zależność ludzi od siebie. W małżeństwie, w którym jedna osoba pracuje i to ta osoba nadużywa substancji, na początku często pojawia się tłumaczenie, że przecież ma prawo odpocząć, wypić drinka czy piwo, że przecież pracuje itp. Później, nawet kiedy problem coraz bardziej doskwiera, osoba współuzależniona może jednocześnie odczuwać lęk o to, co będzie, jeżeli partner straci pracę. Może pojawiać się chęć wyznaczenia granic i zadbania o siebie, ale też obawa przed postawieniem kroku na zewnątrz i ewentualnym porzuceniem, samodzielnym poradzeniem sobie, gdyby partner stracił pracę lub gdyby związek miał się rozpaść. To powstrzymuje przed mówieniem, że coś jest nie tak, i szukaniem pomocy. Zdarza się, że jedna osoba grozi odejściem, choć nie jest gotowa, żeby taki krok naprawdę wykonać. I tworzy się rodzaj huśtawki, osoba wyprowadza się, potem wraca i wszystko zaczyna się od początku.

KK: Może przez tę huśtawkę trzeba przejść, zanim dojrzeje się do przerwania sytuacji.

AB: Czasem tak, to ma związek z poradzeniem sobie z własnymi emocjami, zbudowaniem poczucia własnej wartości, zajęciem się trochę własnym życiem i własnymi potrzebami. Czasami osoby uzależnione obawiają się sytuacji, że partner, partnerka skorzysta z terapii i terapeuta doradzi rozstanie. To tak nie działa. Nie chodzi o rozstanie, lecz o mniejsze koncentrowanie uwagi na uzależnieniu. Ludzie mogą rozstać się lub nie – to nie jest decyzja terapeuty. Chodzi tylko o to, żeby stali na własnych nogach, żeby dwie strony relacji miały poczucie, że są oddzielnymi osobami, że każda z nich ma prawo decydować o tym, czy chce być w relacji, że w związku można dać wsparcie i otrzymać wsparcie. Duża zależność, czyli sytuacja, w której dorosła osoba zachowuje się tak, jakby w ogóle nie wiedziała, że mogłaby funkcjonować samodzielnie, często jest problemem.

KK: Chodzi o to, żeby wsparcie nie było bezwarunkowe, tylko żebyśmy czegoś jednak od tej drugiej strony oczekiwali.

AB: Tak, żeby świat przestał się kręcić wokół osoby uzależnionej. A rodzina, zamiast chodzić na palcach wokół tego, co ma miejsce w domu, zaczęła wchodzić w relację i nazywać to, co się dzieje, co jest w porządku, a co nie jest. To też wymusza inne zachowanie osoby uzależnionej.

KK: W pracy mówienie o faktach wydaje się właściwe. Wskazywanie, że ktoś piąty raz się spóźnił, wyczuliśmy od niego alkohol, miał trudności z wypowiadaniem się na telekonferencji.

AB: Na pewno warto mówić o faktach. Zapobiega to sytuacji, w której osoba nagle dostaje wypowiedzenie i ma poczucie, że nie otrzymała przedtem żadnego sygnału, że coś się dzieje, choć współpracownicy czy pracodawcy zauważali to dużo wcześniej. Osoba uzależniona chętnie uznaje, że problemu nie widać, i racjonalizuje swoje zachowania, dlatego konfrontacja może być dla niej szansą na zmianę.

KK: Te racjonalizacje nieraz brzmią przekonująco i chcemy w nie wierzyć.

AB: Czasem chcemy wierzyć, a czasem też nie chcemy się mieszać. Mówimy sobie, że to nie nasza sprawa, skoro osoba nie chce widzieć tego, co my widzimy, podjąć wysiłku zmiany. I rzeczywiście, to ta osoba musi podjąć decyzję, ale z drugiej strony, jeśli nie słyszy informacji od otoczenia, nie doświadcza konsekwencji swoich zachowań, to także nie dostaje szansy, żeby się z tym zmierzyć. Więc jeżeli widzimy, że ze współpracownikiem czy pracownikiem coś takiego się dzieje, warto zwracać uwagę.

KK: I wyciągać wobec pracowników konsekwencje? AB: Na pewno od razu jasno je komunikować. Myślę też, że wyciąganie konsekwencji może być konstruktywne. Można być wspierającym pracodawcą w tym sensie, że daje się pracownikowi czas na podjęcie terapii i zadbanie o swoje zdrowie. Natomiast nie jest wsparciem udawanie, że nie ma problemu, przyjmowanie zapewnień, że to ostatni raz, emocjonalne, niekonsekwentne reagowanie. Osoba uzależniona obiecuje, czasem kłamie, przynosi zwolnienia, tymczasem ważne jest, żeby podjęła terapię. Dobrze też zaoferować jej pomoc: umożliwić pójście na terapię czy skorzystanie z urlopu zdrowotnego.

KK: Programy EAP powstały dlatego, że pracodawcy stawali przed dylematem, czy tylko wyciągać konsekwencje, czy też dodatkowo zaoferować pracownikom wsparcie. A wielokrotnie była mowa o dobrych pracownikach.

AB: Często osoby, które mają skłonność do uzależnień, są jednocześnie bardzo zaangażowanymi pracownikami, praca jest dla nich wartością. Są osoby, które w pracy dają z siebie bardzo dużo, a substancji używają po pracy. Czasem są to osoby, które próbują sprostać mocno wyśrubowanym wymaganiom, nie dbając przy tym o siebie – substancje bywają dla nich formą relaksu, ale też źródłem dodatkowej energii. Oczywiście nie można generalizować, bo wśród uzależnionych będą też tacy, dla których praca nie stanowi wartości. Poza tym wiele zależy od głębokości uzależnienia, bo w którymś momencie może się okazać, że nawet jeśli do tej pory praca była ważna, to teraz ważniejsze jest zdobycie alkoholu. Z mojego doświadczenia wynika, że często osoby uzależnione aktywne zawodowo, dla których praca jest wartością, funkcjonują na zasadzie skrajności. Z jednej strony występuje u nich duża zadaniowość, obowiązkowość, chęć dopięcia wszystkiego na ostatni guzik, wręcz perfekcjonizm. Z drugiej strony zaś jest także skłonność do niedbania o siebie, do ryzykownych zachowań, bardzo nieodpowiedzialnego działania. Taka osoba pracuje na dwieście procent, ale kiedy przestaje i się relaksuje, to też chce to robić na dwieście procent.

KK: Najpierw jest dużo presji nakładanej na samego siebie, a kiedy to puszcza, to już całkowicie.

AB: I alkohol służy odreagowaniu. Jeżeli osoba nie potrafi odpoczywać, zrelaksować się, to sięga po alkohol, żeby to było możliwe, żeby zrobić to bez wyrzutów sumienia.

KK: Jeżeli ktoś zaczyna już zauważać, że dzieje się coś niepokojącego, i zastanawia się, co ma zrobić, to co można takiej osobie poradzić?

AB: Pierwszym krokiem może być zgłoszenie się do specjalisty, skorzystanie z programu EAP, zgłoszenie się do poradni leczenia uzależnień. To miejsce, gdzie można przyjść bez skierowania, a nawet nie mając w danym momencie ubezpieczenia, bo taką możliwość daje ustawa. To chyba najważniejsze, żeby najpierw trafić do specjalisty i porozmawiać o tym, co się dzieje, sprawdzić, na jakim etapie uzależnienia jesteśmy, w jaki sposób ono wpływa na nasze funkcjonowanie, na ile to, co się dzieje, jest problemem.

KK: Można do nas zadzwonić, bo już pierwsza rozmowa pozwoli omówić sytuację z obiektywną osobą. A gdyby ktoś miał taki pomysł, że sam sobie poradzi?

AB: Z mojego doświadczenia wynika, że to nie jest dobry pomysł. Ktoś, kto myśli, że sobie poradzi, często za jakiś czas wraca i okazuje się, że wcale nie jest lepiej. Bo pytanie, co oznacza to, że sobie poradził. Tak jak mówiłyśmy wcześniej, w przypadku uzależnienia problemem jest nie tylko ilość spożywanego alkoholu, ale też funkcje, jakie on pełni. Bywa, że osoba radzi sobie tak, że jedno uzależnienie przechodzi w drugie. Piła alkohol, a zaczyna używać narkotyków albo uprawiać hazard. Wydaje się, że z uzależnieniem od alkoholu sobie poradziła, ale nadal w jej życiu dzieją się różne trudne rzeczy.

KK: Dlatego dobrze porozmawiać z kimś, kto zna te mechanizmy i da szansę na uchronienie się przed pułapkami radzenia sobie samemu.

AB: Oczywiście to uchronienie się leży po stronie danej osoby. Ten moment, kiedy osoba zgłasza się po pomoc – dzwoni czy przychodzi na sesję – rzeczywiście jest szansą przyjrzenia się swojemu funkcjonowaniu. Daje możliwość odpowiedzenia sobie na pytanie, czego chcemy w życiu, czy to, co w nim jest, podoba się nam, czy też nie, ale zawsze to do osoby, która się zgłasza, należy decyzja, czy i co ostatecznie chce z tym zrobić.

KK: Nie wszyscy od razu chcą coś robić. Czym innym jest przyjść porozmawiać, bo coś się o sobie słyszało, a czym innym mieć w sobie gotowość zmiany.

AB: Tak, niektóre osoby przychodzą sprawdzić, czy to, co się dzieje, jest rzeczywiście ryzykowne, czy ich picie to już uzależnienie, czy jeszcze normalny element życia społecznego i nie ma się czym przejmować, a otoczenie przesadza. Są też osoby po różnych doświadczeniach, czasem terapiach, które przychodzą z gotowością zmiany. Niektórzy obawiają się, że zgłoszenie się do terapeuty musi oznaczać pełną abstynencję, a nie mają takiej gotowości, nie czują, że mogą się do tego zobowiązać. Tak nie musi być, bo możemy pracować nad ograniczeniem ilości spożywanego alkoholu czy innej substancji, przyglądać się temu, jak decyzje i działania wpływają na życie osoby. Oczywiście warunkiem jest, że osoba dzwoni czy przychodzi, nie będąc pod wpływem środków. Terapeuta może sugerować pewne rozwiązania, takie jak leczenie w ośrodku stacjonarnym. Jednak poza sytuacją zagrożenia życia nikogo wbrew jego woli nigdzie się nie zamyka ani nie wysyła, to jest zawsze decyzja danej osoby.

KK: Zachęcamy do obserwowania siebie i niezwlekania z podjęciem działania.

AB: Tak, to na pewno nie zaszkodzi, a może przynieść korzyści. Spotkanie, o którym mówimy, ma służyć przede wszystkim przyjrzeniu się swojej sytuacji, terapeuta niczego nam nie narzuci ani nie wykreuje, jeżeli tego nie ma.

KK: Bardzo dziękuję za rozmowę.

AB: Dziękuję i zapraszam do kontaktu.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *