Warto być dobrym dla samego siebie

Choć może się to wydawać sprzeczne z intuicją, bycie wobec siebie wspierającym i życzliwym daje lepsze efekty niż bycie surowym i krytycznym

– A próbowała Pani być dla siebie miła?
– Miła? Dla siebie? I co by to miało dać?

To stały motyw moich rozmów z klientami. Myślą o sobie źle i nawet nie przyszło im do głowy, że można byłoby inaczej. Kiedy relacjonują swoje wewnętrzne dialogi, padają słowa: „Nic mi nie wychodzi”, „Wszyscy dają radę, tylko ja nie”, „Jestem beznadziejny”, „Dla nikogo nie jestem wystarczająca”. Kategoryczne, ostre, czarno-białe stwierdzenia. Te same osoby najczęściej nikogo innego nie oceniają równie bezlitośnie, ale z jakiegoś powodu uważają, że siebie wręcz powinny.

Skąd się bierze surowa ocena siebie

Najczęściej nie jest to świadomym wyborem. Nikt nie decyduje pewnego dnia: „A teraz będę dla siebie najgorsza, jak tylko potrafię”. Sposobu traktowania siebie uczymy się już na wczesnych etapach życia na podstawie tego, jak odnoszą się do nas osoby, które uznajemy za ważne – rodzice, opiekunowie, nauczyciele. Jeśli nieustannie nas poprawiają, mimo że bardzo się staramy, to możemy dojść do wniosku, że nigdy nie będziemy tacy jak należy. Jeśli wciąż ignorują nasze potrzeby, choć próbujemy je wyrażać, z dużym prawdopodobieństwem w końcu sami uznamy je za nieważne.

Komunikat powtórzony tysiące razy

Głosy z zewnątrz z czasem stają się głosem wewnętrznym, który, zwłaszcza kiedy czujemy się źle lub doświadczamy trudności, usłużnie przypomina nam, że oczywiście tak być musi, bo przecież jesteśmy „gorsi”, więc czego właściwie się spodziewaliśmy. Przez lata powtarzamy to sobie setki lub tysiące razy, a im bardziej coś jest znajome, tym bardziej wydaje się prawdziwe (na podobnych zasadach opiera się skuteczność propagandy). Tym łatwiej też dostrzegamy wszystko, co naszą prawdę potwierdza.

Wszyscy, którzy wszystko robią lepiej

Powstaje błędne koło, bo wewnętrzny radar zwykle mamy nastawiony na wykrywanie tego, co zgodne z naszymi najgłębszymi przekonaniami. I wtedy naprawdę może nam się wydawać, że inni z łatwością radzą sobie ze swoim życiem i tylko z nami „coś nie tak”. Patrzymy wybiórczo, bo przecież ani nie znamy owych mitycznych „wszystkich”, ani nie wiemy o „wszystkim”, co robią. Przede wszystkim jednak dyskredytujemy to, co udaje się nam samym. Nawet jeśli potrafimy wymienić parę swoich sukcesów, to nie wydają się one niczym szczególnym i w zasadzie „każdy by tak potrafił”.

Bycie dla siebie miłym cieszy się dobrą opinią

Powiedzmy to sobie szczerze: widzenie siebie w pozytywnym świetle jest mało popularne. Wokół bycia dla siebie dobrym narosło wiele nieporozumień. To tak wypada? Co inni pomyślą? Nie można być egoistą! A czy to aby nie rozleniwia? W popularnym wydaniu „bądź dla siebie dobra” równa się „zrób sobie maseczkę i zapal świeczkę o zapachu lawendy”. Bycie miłym dla innych jest społecznie pożądane. Bycie miłym dla siebie – niekoniecznie. Tego również się uczymy – dopasować się, spełnić oczekiwania, nie przechwalać się, nie cieszyć za bardzo. Tylko czy komuś naprawdę to służy?

Kiedy traktujemy siebie źle, czujemy się źle

Niestety, ignorowanie tego, kim jesteśmy, i karanie się za to, kim być nie potrafimy, jest bardzo destrukcyjne. Wiele osób napędzanych niską samooceną intensywnie działa, by wreszcie „zasłużyć” i „wystarczyć”, aż po latach takich wysiłków zderza się ze ścianą. Następuje wyczerpanie, szwankuje zdrowie, a starania wciąż nie zostają należycie przez świat docenione. Ale nawet kiedy pojawiają się na sesjach, często wciąż jeszcze pragną się „naprawiać”, oczekują jedynie skuteczniejszych narzędzi. Wówczas i wyższa samoocena ma być tylko środkiem do celu, bo z nią może dałoby się robić więcej i wreszcie spełnić wyśrubowane standardy.

A gdyby tak stać się dla siebie oparciem

Propozycja, żeby zacząć od bycia dla siebie miłym, bywa zaskoczeniem. Tymczasem te pozytywne emocje skierowane do samego siebie są najlepszą podstawą do tego, by budować dobre życie. Bycie wobec siebie wspierającym i życzliwym daje lepsze efekty niż bycie surowym i krytycznym. To w pozytywnym stanie umysłu jesteśmy bardziej otwarci, kreatywni, dostrzegamy więcej i łatwiej się uczymy. Mamy lepsze samopoczucie i więcej energii. Innym z nami też jest lepiej, bo mamy więcej cierpliwości i empatii, jesteśmy bardziej nastawieni na współpracę.

Na początek posłuchaj siebie uważnie

Od czego więc zacząć, jeśli bycie dla siebie życzliwym nie jest dla Ciebie naturalne? Kiedy chcemy udzielić wsparcia innej osobie, musimy najpierw dowiedzieć się, czego ona potrzebuje i co jest dla niej ważne. Podobnie ze sobą – pierwszy krok to po prostu słuchanie. Skierowanie uwagi na to, co czujesz, jak Ci jest w Twoim życiu, pracy, związkach i ze sobą. Czy to, w co angażujesz swój czas, swoje emocje i energię, sprzyja Ci, przynosi Ci zadowolenie, satysfakcję, radość i spełnienie?

Potraktuj siebie jak dobrego przyjaciela

Czy przyjaciółce cierpiącej po zawodzie miłosnym powiedziałabyś: „Widzisz, zawsze to samo, masz jakiś defekt, lepiej już nie próbuj”? Czy przyjacielowi, który może stracić pracę, powiedziałbyś: „Jasne, że to Ciebie się pozbędą, bo jesteś tam najgorszy i wszyscy to wiedzą”? To sobie też tego nie mów. Te same słowa, które potrafisz znaleźć, kiedy trzeba wesprzeć kogoś innego, skieruj do siebie. Powiedz: „Tak bywa, że związki się kończą, ale zobacz, masz miłe wspomnienia i czegoś się nauczyłaś”, „Faktycznie, szykują się zwolnienia, to może zastanówmy się, czy mogą Ciebie objąć i co wtedy”. Czy nie byłoby dobrze móc liczyć na siebie w trudnościach?

Znajdź równowagę w swoich przekonaniach

Postaraj się, żeby to, co myślisz o sobie, nie miało charakteru sądów absolutnych. Sformułuj je łagodniej. „Nie wszystko mi wychodzi” to już coś innego niż „Nic mi nie wychodzi”. Trzymaj się faktów. „Jurek mnie nie chce” może być prawdą, ale „Nikt mnie nie chce” nią nie jest. Znajdź wyjątki. Do „Z niczym się nie wyrabiam” dodaj „…ale raport skończyłem na czas”. Dostrzeż szerszą perspektywę, nadaj realność, zauważ złożoność sytuacji. Zastanów się nad znaczeniem swoich komunikatów. „Niewarta”, czyli jaka? I czym ona się różni od „wartej”?

Doceń to, co robisz i otrzymujesz

Każdemu coś się udaje i każdy coś od innych dostaje. Zacznij to zauważać, choćbyś miał zacząć od tego, że zrobiłeś sobie dobrą kanapkę, a sąsiad powiedział Ci „dzień dobry”. To w dużej mierze kwestia wprawy. Im więcej dostrzegasz, tym łatwiejsze się to staje. Przestawiasz swój wewnętrzny radar i z czasem wydaje Ci się, że dobrych rzeczy jest coraz więcej. Całkiem prawdopodobne zresztą, że i obiektywnie ich przybędzie, bo docenianie zmotywuje do działania Ciebie i innych w Twoim otoczeniu.

Uwierz choć trochę w to, co mówią życzliwe Ci osoby

Od osób myślących o sobie źle pozytywne komunikaty wydają się „odbijać”. Powiedział, ale na pewno z litości. Pochwaliła, bo wypadało. Tak tylko powiedział. Przez pomyłkę. Albo się słabo zna. Jest moją przyjaciółką, to co miała zrobić. Jeśli tak uważasz, zadaj sobie pytanie, czy naprawdę te osoby, do których opinii ogólnie masz zaufanie, tak bardzo mylą się akurat co do Ciebie. Czy wszystkim mówią rzeczy, których nie myślą, czy tylko Tobie? A może warto posłuchać, albo nawet dopytać.

Wybacz sobie i przyznaj prawo do błędów

Osiągnięcie perfekcji ani nie jest realne, ani nie jest warunkiem szczęśliwego życia. Przeciwnie, prowadzi do tego, że szczęście cały czas wydaje się kryć tuż za rogiem, ale nie ma go tam, gdzie akurat jesteśmy. Wszyscy popełniliśmy, popełniamy i będziemy popełniać błędy. Brak tolerancji dla błądzenia to próba zaprzeczenia temu, co oczywiste i nieuniknione. Wybaczanie sobie sprawia natomiast, że naszych minionych pomyłek nie przeżywamy wciąż na nowo, ale wyciągamy z nich lekcje i zostawiamy je tam, gdzie ich miejsce – w przeszłości.

Wyznacz swoje granice i ich pilnuj

Ustanawianie granic jest niezwykle trudne, kiedy nie słuchamy siebie i żywimy przekonanie, że „nasze” zasługuje na mniej uwagi i troski. Kiedy z góry stawiamy się na słabszej pozycji, oczywiste wydaje się, że to my musimy się bardziej starać, dawać więcej, dopasowywać się, przemilczać. Pomyśl jednak, że przecież Ty też jesteś wartością. Twój czas, Twoje emocje, Twój wysiłek są cenne. Stawiając granice, pokazujesz sobie, że tak właśnie jest. Może to na początku wywoływać strach, ale w dłuższej perspektywie wzmocni Cię i uporządkuje Twoje życie.

Nie wpadnij w drugą skrajność

Na koniec o tym, czym nie jest bycie dla siebie dobrym. Nie chodzi o prostą zamianę „Jestem gorszy” na „Jestem lepszy”. Ani o dostrzeganie wyłącznie tego, co wychodzi, i ignorowanie trudności. Nie chodzi o bycie wdzięcznym za wszystko jak leci. Ani o dostarczanie sobie tylko samych pozytywnych komunikatów. Nie chodzi o lekceważenie swoich błędów. Ani o to, że teraz to tylko inni dla odmiany mają się starać. Chodzi o bycie prawdziwym i uczciwym wobec siebie. O uznanie własnego blasku i cienia. O równowagę i sprzyjanie sobie, czego serdecznie Wam życzę.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *